Potop – streszczenie szczegółowe tom I

Potop – Tom I – Wstęp

Żył na Żmudzi ród Billewiczów, od Mendoga się wywodzący, który wielkie krajowi oddał usługi służąc szablą i za te usługi hojnie był wynagradzany. Za panowania Jana Kazimierza ich patriarchą był Herakliusz Billewicz, pułkownik lekkiego znaku, którego włościami były Wodokty, Lubicz i Mitruny. Służyła pod nim cała szlachta laudańska, która swoją nazwę wzięła od przepływającej przez te tereny rzeki. Ale w roku 1654 nie stało tego ojca i dobrodzieja szlachty laudańskiej, na wieść o porażce Radziwiłła pod Szkłowem i wycięciu prawie całej jego chorągwi, stary pułkownik, który nie mógł już ruszyć na wojnę z Moskwą, wyzionął ducha. Wieść tą przyniósł niejaki Michał Wołodyjowski, który z ramienia Radziwiłła chorągwią tą dowodził. Chwaliła go też cała szlachta laudańska za jego doświadczenie i przewagi w polu, a i on również upodobał sobie tych bitnych żołnierzy tak że po porażce w Prucnelach u Gasztowtów rezydencję swoją założył. Zachorował też obłożnie po przybyciu i kurował się długo. Szlachta natomiast zajęła się pogrzebem starego Billewicza. Po pogrzebie otwarto testament nieboszczyka, z którego okazało się, że stary półkownik dziedziczką swoich włości, oprócz Lubicza, uczynił swoją wnuczkę Aleksandrę Billewiczównę a opiekę nad nią, dopóki by za mąż nie poszła, powierzył całej szlachcie laudańskiej. Wieś Lubicz dostała się panu Kmicicowi, młodemu chorążemu orszańskiemu, z którego ojcem w wielkiej on przyjaźni żył i który wielokrotnie od nieszczęścia go ratował. Stanęło też, że dzieci ich Andrzej i wnuczka Aleksandra stadło uczynić mają aby z niego potomstwo na świat przyszło. Jeśliby jego wnuczce nie w smak było za młodzieńca się wydać, wolno jej zakonny habit przywdziać ponieważ chwała boża przed ludzką iść powinna.

Streszczenia szczegółowe lektur

Nie wiedziano jednak gdzie się pan Kmicic podziewa. W czasie wojny dzielnie stawał ze swoją chorągiewką i wolentarzami orszańskimi, ale później słuch o nim zaginął. Jego ziemie znajdujące się w województwie smoleńskim uważano za stracone, ponieważ sama twierdza padła a wielkie treny zostały spustoszone.

Jednak w starostwie żmudzkim, gdzie wojna jeszcze nie doszła spokój panował i szlachta laudańska zajęła się przygotowaniami do spodziewanej wyprawy i realizacją testamentu starego Billewicza. Wysłano ludzi na poszukiwanie pana Andrzeja a cała okolica poczuwała się do opieki nad panną Aleksandrą.

W końcu jednak przyszły wici zwołujące szlachtę do Grodna, gdzie przybył sam Jan Kazimierz i cała szlachta laudańska siadła na koń. Pozostał pan Wołodyjowski, który jeszcze ręką nie władał, starcy, dzieci i białogłowy. Cisza nastała w całej okolicy.

Potop – Tom I – Rozdział I

Pewnego wieczora, w styczniu 1655 roku, siedziała panna Aleksandra w czeladnej, śpiewając  wraz z dziewczętami dworskimi pobożne pieśni. Rozmyślała też o tym co ją czeka i czy pan Kmicic, którego znała gdy wyrostkiem był jeszcze, będzie gotowy do kochania i zechce ją. Ona była na to gotowa. Nagle usłyszała dzwonek sań a po chwili w izbie stanął on, Andrzej Kmicic, wzbudzając popłoch wśród dziewcząt czeladnych. Młodzian okazał się śmiałym i wesołym kawalerem i spodobał mu się legat jaki otrzymał od swojego dobrodzieja. Panna Aleksandra również nie pozostała obojętna na tego przystojnego i bezpośredniego żołnierza. Zaprosiła go na wieczerzę, podczas której poznawali się lepiej i w panu Andrzeju coraz bardziej wzbierała chęć do żeniaczki. Oleńka natomiast nie mogła się oprzeć jego urokowi. Gdy zegar wybił północ Kmicic ruszył do Lubicza.

Potop – Tom I – Rozdział II

Gdy Kmicic przybył do Lubicza, okazało się że jego kompanionowie ugościli się w jego domu i nieźle już podpili. Przyłączył się  zaraz do zabawy witany przez nich serdecznie. Byli to Jaromir Kokosiński skazany za porwanie panny, zabójstwo i podpalenie, Ranicki skazany za zabójstwo dwóch szlachty posesjonatów, Rekuć ? Leliwa bez wyroku ale za to fortunę w kości przegrał i przepił, Uhlik skazany za rozpędzenie trybunału, Kulwiec ? Hippocentaurus oraz Zend, ci akurat bez wyroków, ale hultaje wielcy. Zabawa rozkręcała się w miarę wypitego wina, strzelano z pistoletów do czaszek i portretów Billewiczów wiszących na ścianach, a gdy dostrzeżono dziewczęta dworskie, które zaciekawione zebrały się przy oknach izby oglądając widowisko, wszyscy wypadli z niej ścigając je po podwórzu i wciągając spowrotem.

Potop – Tom I – Rozdział III

Przez najbliższych kilka dni jeździł Kmicic w odwiedziny do Oleńki coraz bardziej rozkochany. W końcu zapowiedział swoim kompanom, że pojadą czołem bić Oleńce a potem wszyscy wyruszą saniami do Mitrunów, majętności dziewczyny. Gdy dotarli do Wodoktów wypchnęli Kokosińskiego

Kmicic i Oleńka na kuliguKmicic i Oleńka w saniach

zwanego Kokoszką aby witał pannę ale ten zmieszał się bardzo widząc panią wyniosłą i jej dworskie maniery. Zmieszali się też pozostali, a Kmicic rad był z tego i rozpierała go duma. W końcu ruszyli, Kmicic z Oleńką w saniach z niedźwiedzim łbem a reszta za nimi. Gdy wjechali w lasy młodzi wyznali sobie miłość i przypieczętowali to wyznanie pocałunkami. Jednak nie dojechali do celu, ponieważ kulig został przerwany przez przybycie wachmistrza Soroki, który powiedział, że w Upicie mieszczanie biją się z żołnierzami, którzy siłą chcieli brać obroki. Kmicic rozkazał swojej kompanii wracać do Lubicza i czekać tam na jego rozkazy, na co bardzo niechętnie przystali, a sam ruszył do Upity strącić parę łbów.

Potop – Tom I – Rozdział IV

Podczas gdy pan Andrzej uciszał mieszczan do Oleńki przybyli jej opiekunowie. Pakosz Gasztowt, Kasjan Butrym ? najstarszy człowiek na Laudzie, Batorego jeszcze pamiętający i Józwa Butrym, siłę niedźwiedzia mający ale bez jednej stopy, którą kozacka kula armatnia urwała. Przekazali oni Oleńce informację o swawoli kompanii Kmicica i jego samego, ponieważ na to zezwalał. Nie winili go jednak bardzo, gdyż młody jeszcze był i głupi, ale radzili dziewczynie aby kazała mu wypędzić swoich oficyjerów, którzy go kuszą. Gniew wezbrał w pannie Aleksandrze i wstyd, że tak zawierzyła panu Andrzejowi i nie poznała się na jego kompanach. Postanowiła postawić go przed wyborem: ona lub jego towarzysze. Wysłała zaraz parobka do Lubicza, który sprowadził do niej włodarza Znikisa. Ten nie chciał początkowo nic mówić ale gdy panna nalegała i zapewniła go, że włos mu z głowy nie spadnie i że ni wróci już do Lubicza, zaczął. Potwierdził wszystko co już wiedziała ale też dodał nowe bezecne uczynki kmicicowej kompanii. Powiedział też, że nazajutrz zamierzają wybrać się do Upity na pomoc panu Andrzejowi i mają do niej wstąpić po czeladź i prochy. Następnego dnia gdy zjawili się w Wodoktach panna kazała im iść precz, nazywając zdrajcami, banitami i infamisami. Wzburzyła się krew w żyłach zabijaków, a od sięgnięcia po szable powstrzymała ich pamięć o Kmicicu. Ruszyli do Upity, po drodze zatrzymując się w karczmie zwanej Doły dla ogrzania, w której zwykle odpoczywali Butrymowie w drodze do i z Mitrunów. Gdy weszli do karczmy poczuli krupniczek, który gdy go wypili zaczął im zaraz krążyć w żyłach. Przy ogniu spostrzegli sikorki, czyli niewiasty i zaczęli zapraszać je do tańca porywając z ławy. Te nie broniły się zbytnio, ale reputacja ich była już dobrze znana. Pierwszy zareagował Józwa, który podszedł do Kulawca Hippocentaura i kazał im iść precz. Rozpoczęła się jatka, ponieważ cała kompania chwyciła za szable. Zakończył ją Józwa podnosząc z podłogi ławę i używając jej jak leciutką deseczkę zakończył walkę.

Potop – Tom I – Rozdział V

Tego samego dnia przyjechał do Wodoktów Kmicic, wraz ze swoją chorągwią, czyli stu kilkudziesięcioma ludźmi. Gdy panna Aleksandra ujrzała ich przez okno, przeraziła się, tak byli do hajdamaków podobni. Uspokoiła się nieco gdy wpadł Kmicic i zaczął ją po rękach całować, co jej się bardzo spodobało, a później zażądała, żeby opowiedział co zaszło w Upicie. Gdy okazało się, że jej luby kazał dać po sto batów burmistrzowi i radnym, którzy przyszli do niego na skargę a oficerów, którzy przyszli z pachołkami na ratunek, gołych gnać po śniegu kańczugami, rozgniewała się bardzo. Wypomniała mu również wypadki lubickie i kazała mu wybierać pomiędzy nią a jego kompanami. Początkowo wzburzył się pan Andrzej nieprzyzwyczajony do tego, że ktoś stawia mu jakiekolwiek warunki i nie może mieć czego pragnie, ale w końcu obiecał swojej lubej, że się zmieni, wszystkie krzywdy wynagrodzi i zacznie żyć inaczej. Z postanowieniem poprawy ruszył do Lubicza, lecz gdy tam przybył zastał swoich kompanów zmasakrowanych. Jedyny Rekuć dawał jeszcze znaki życia i tuż przed śmiercią wyznał, że to Butrymy ich pobili. Kmicic z szaleństwem w oczach dał rozkaz ?Na koń!? i ruszył na Wołmontowicze.

Oleńkę zbudziła Kulwiecówna, która powiedziała że palą się Wołmontowicze. Dziewczyna od razu domyśliła się czyja to sprawka i kazała wszystkim zacząć odmawiać litanię za zmarłych. Po jakimś czasie do ich drzwi zaczął ktoś walić. Okazało się, że to Kmicic, któremu padł koń pod lasem i który szukał tu schronienia przed pościgiem. Przyznał się, że to on spalił wieś. Po chwili dało się słyszeć tętent koni i na dziedziniec wpadli jezdni. Oleńka ukryła Kmicica i zakazała wszystkim mówić że tu jest. W końcu do izby wpadli mężowie z gołymi szablami szukający okrutnika a Józwa Butrym zbliżył się do panienki i powiedział, że jeżeli on tu jest to ona nie powinna go chronić, ponieważ to człek przeklęty. Oleńka przeklęła go wraz z nimi. Wszyscy ruszyli dalej szukać podpalacza. Gdy Kmicic wyszedł z izby, w której się schronił kazała mu ruszać precz. Precz na wieki!

Potop – TomI – Rozdział VI

Następnego dnia świt ukazał ogrom zniszczeń w Wołmontowiczach. Było tam pełno trupów ludzkich i końskich i same zgliszcza. Niewiasty i dzieci gniotły się  w Wodoktach i Mitrunach, które panna Aleksandra całe oddała pogorzelcom. Samej Oleńki pilnował oddział stu zbrojnych. Spodziewano się, że Kmicic zbrojnie może się o nią upomnieć. O tym jednak nie było nic słychać przez najbliższy miesiąc i zbrojni przysłani do obrony zaczęli się rozjeżdżać z Wodoktów. Po następnym półtora miesiącu do panienki przybył posłaniec i przyniósł list, jak się okazało od pana Andrzeja. Tłumaczył się w nim ze swoich uczynków i błagał Oleńkę aby go nie wyrzucała z serca i pozwoliła naprawić krzywdy, które wyrządził. Jeżeli ona go odepchnie to desperacja może go przywieść do zgoła większego szaleństwa. Jednak Oleńka pozostała niewzruszona w swoim postanowieniu i odpisała że znać go nie chce. I znowu nastał spokój i nie było słuchu o Kmicicu. Przychodziły natomiast informacje o postępach Chowańskiego, którego zastępy zalewały Wielkie Księstwo i już nieliczne jego ziemie pozostały wolne. Na te właśnie ziemie napływało wielu zbiegów uciekających przed nieprzyjaciółmi.

W końcu nastała wiosna. I nastąpił wypadek, który znowu poderwał szlachtę laudańską na równe nogi i zmusił do sięgnięcia po szable.

Potop – Tom I – Rozdział VII

Pan Wołodyjowski leczył się cały czas w Pacunelach u Pakosza Gasztofta. Po pobiciu i wypędzeniu Kmicica, szlachta laudańska podjęła starania aby wydać go za panienkę, ponieważ to kawaler zacny a i wódz najlepszy. Pan Wołodyjowski chętnie przystał na ten projekt ale panna Aleksandra stanowczo odmówiła.

Pewnego wieczora siedział on w raz z córkami Pakosza i opowiadał gdzie był i co widział, gdy nagle do izby wpadł włódarz z Wodoktów z informacją, że Kmicic pannę porwał. Wszczęto zaraz alarm i w niedługim czasie pułkownik Wołodyjowski mógł rozporządzać oddziałem trzystu zbrojnych. Kmicic udał się z panną do Lubicza, nie wiedząc o tym, że duża część szlachty laudańskiej właśnie wróciła z wojny do domu. Gdy dotarli do Lubicza pułkownik rozkazał szturm. Ludzie Kmicica, którzy okazali się być kozakami, bronili się, ale zaskoczeni nie poradzili sobie ze szlachtą. Duża ich część zamknęła się w dworze i stamtąd raziła muszkietami atakujących. Rozpoczęło się żmudne rąbanie drzwi, które okazały się bardzo wytrzymałe. W końcu gdy nadeszły dalsze posiłki, jakiś głos począł wołać z wnętrza aby zaprzestali rąbania i posłuchali go. Był to sam Kmicic. Zagroził on, że jeżeli go nie poniechają to wysadzi dom cały i wszystkich którzy się w nim znajdują. Na te słowa wszyscy zamarli, bo panna wydała im się stracona. Wołodyjowski jednak powiedział, żeby stawał z nim na szable i jeżeli wygra to wolny będzie. Nie chciała się na to zgodzić szlachta, a szczególnie Butrymi, ale pułkownik krzyknął na nich i uciszyli się natychmiast. Kmicic zażądał żeby szaraczki na miecz zaprzysięgli, że tak będzie a gdy to uczynili wyszedł z dworu. Stanęli na podwórzu a szlachta zrobiła krąg i przyświeciła im pochodniami. Gdy zaczęli, po krótkim czasie okazało się, że Wołodyjowski góruje znacznie nad chorążym orszańskim i zaczął on go ośmieszać, dworując sobie z niego. W końcu gdy już siły zaczęły opuszczać Kmicica rzekł on do pułkownika: ? Kończ waść. Wstydu oszczędź!? Ten odpowiedział ?dobrze? i zaciął strasznie szablą, a Kmicic padł nieprzytomny na twarz, co znaczyło że żyw jest jeszcze. Butrymi chcieli go dobić, ale Wołodyjowski warknął na nich, że zbóje tak czynią a nie szlachta, więc nie mieli wyjścia tylko opatrzyli rannego jak pułkownik kazał. Sam on ruszył na poszukiwania panny, którą gdy znalazł poinformował, że wolną jest. Jednak nie ucieszyło jej to a najważniejsze dla niej było czy Kmicic żyje czy nie. Pomogła jeszcze w opatrywaniu rannego a po godzinie wszyscy byli w drodze do domów.

Potop – Tom I – Rozdział VIII

Pan Wołodyjowski przez kilka następnych dni rozmyślał o pannie Aleksandrze i chociaż targały nim wątpliwości, postanowił pojechać do niej z oświadczynami. Komu jak nie jemu, który ją z okrutnej opresji wyratował wdzięczność winna, a od wdzięczności do kochania droga niedaleka. Dowiedział się też od jednego pojmanego zbira kmicicowego, że ten nie od nieprzyjaciela wziął swój oddział, tylko zebrał zbójów z gościńca i z nimi porwał pannę. Za wcześnie okrzyknięto go zdrajcą.

Pan Michał przystroił się pięknie i wyruszył do Wodoktów oświadczyć się pannie. Ale pomimo starań nie wskórał nic i dostał odpowiedź odmowną, co rozgniewało go trochę. Wracał złorzecząc na swój los, ponieważ nie była to pierwsza odmowa ze stronny panny, o którą się starał. Doszedł w końcu do wniosku, że ona jeszcze musi Kmicica miłować, a jeżeli tak jest po tym wszystkim co on uczynił, to i zawsze tak będzie.

Po drodze spotkał mały rycerz Charłampa, przyjaciela z dawnych lat, który przywiózł mu listy zapowiednie nakazujące mu zaciągi czynić w tej okolicy i pieniądze do tego potrzebne. Miał też taki list dla Kmicica oraz prywatny od hetmana, w którym ten jego decyzji pozostawiał, czy list Kmicicowi odda czy nie. Charłamp przyniósł też informacje nowe i takie o których wszyscy już wiedzieli. Nowością były plotki o tym, że jakowaś nowa wojna może niedługo wybuchnąć ale trzymano to w tajemnicy. Znaną wszystkim była niezgoda pomiędzy wojewodą wileńskim, Januszem Radziwiłłem a podskarbim litewskim Wincentym Gosiewskim i wojewodą witebskim Pawłem Sapiehą, co w dużym stopniu przyczyniło się do postępów nieprzyjaciela na Litwie.

Pan Wołodyjowski zaczął namyślać się czy ma oddać Kmicicowi list zapowiedni czy nie?

Potop – Tom I – Rozdział IX

W końcu pułkownik wybrał się do Kmicica, który leczył się w Lubiczu i już powoli do zdrowia przychodził, choć jeszcze z łoża nie wstawał. Kmicic opowiedział mu o ostatnich wydarzeniach i bronił swoich niektórych uczynków. Wołodyjowski natomiast przyznał się do tego, że oświadczył się Oleńce, na co chorąży pobladł bardzo a jego oczy zaczęły ciskać błyskawice. Pan Michał uspokoił go, że jego zaloty zostały odrzucone, a panna uczyniła to dlatego, że jego, Kmicica wciąż miłuje. Osłabł wtedy już całkiem pan Andrzej i wypytywać zaczął Wołodyjowskiego skąd to wie. Ten opowiedział mu ze szczegółami ostatnie wypadki po pojedynku, ale zaznaczył, że nie powiedział on że ona go zechce. Teraz czas wojenny i może on swoje przewiny zmazać i przysłużyć się ojczyźnie. Powiedział mu o liście zapowiednim dla niego i o tym, że to od niego zależy czy mu go odda czy zatrzyma. List trafił do rąk Kmicica, a ten stwierdził, że lepszego przyjaciela i zacniejszego człowieka na świecie nie ma. Po drodze z Lubicza pułkownik wstąpił do Wodoktów, żeby powiedzieć Oleńce, że urazy do niej nie chowa i przekazać wieści o Kmicicu, który ma szansę żeby z niesławy powstać. Jednak gdy tam dotarł okazało się, że panna wyjechała nie wiadomo dokąd.

Potop – Tom I – Rozdział X

Na wiosnę 1655 gruchnęła złowroga wieść, że do starych wojen z Chmielnickim i Moskwą nowej można się spodziewać, ze Szwedem. Uchwalono nawet podatki i rozpisano żołnierza, który miał bronić granic Wielkopolski, najbardziej narażonej na atak od tego nieprzyjaciela. Ciągnęła więc piechota łanowa pod Piłę, Ujście i Wieleń. Pierwszy z dygnitarzy przybył Andrzej Grudziński, wojewoda kaliski. Zdziwiony był wielce, że nie ma jeszcze pospolitego ruszenia z jego ziemi, ale jak wyjaśnił mu Stanisław Skrzetuski, stryjeczny Jana Skrzetuskiego sławnego zbarażczyka, że nie ma jeszcze żadnego pospolitego ruszenia, ponieważ teraz jest czas strzyżenia owiec a następnie żniwa. W końcu jednak około 27 lipca zaczęła się zjeżdżać szlachta dość tłumnie, prowadząc ze sobą kraśne poczty i wozy wypełnione różnym dobytkiem. Żołnierz to był niezdyscyplinowany i do wojny nieprzywykły, ponieważ od czasów krzyżackich nieprzyjaciela nie widzący. Od strony Szczecina zbliżał się natomiast stary Arvid Wittenberg prowadzący siedemnaście tysięcy weteranów, przyzwyczajonych do żelaznej dyscypliny.

Do obozu zaczęli też zjeżdżać kolejni dygnitarze z Krzysztofem Opalińskim, wojewodą poznańskim na czele, a każdy z nich prowadził ze sobą swoje nadworne oddziały. Zebrali się  na radę wojenną, ale że na wojnie się nie znali, więc zaczęła się ona od narzekań na króla i na ich dolę. W końcu posłano po rotmistrzów dowodzących piechotą łanową a w szczególności po pana Władysława Skoraszewskiego. Doradził on aby założyć trzy obozy, pod Piłą, Ujściem i Wieleniem, a gdy okaże się w którym miejscu nieprzyjaciel będzie chciał się przeprawiać wszyscy tam zbiorą się w kupę. On z niewielkim oddziałem uda się do Czaplinka, z którego się wycofa gdy tylko nieprzyjaciela ujrzy i będzie mógł dać znać pozostałym. Poradził też żeby oszańcować brzegi rzeki, tak żeby łatwiej można było dać odpór atakowi. Jednak minął jeden tydzień i drugi a Szwedzi nie nadchodzili. Rozprzężenie nastąpiło wśród znużonej szlachty i upadał duch bojowy. Niejeden też wymykał się z obozu i już nigdy nie wracał. Powstawały  tumulty i nie było już spokoju w obozie ani w nocy ani w dzień.

Tymczasem karne zastępy szwedzkie zbliżały się coraz bliżej. Jednak Wittenberg nie był pewny wygranej. Pamiętali jeszcze Szwedzi porażki jakich doznawali w przeszłości, ale będący u jego boku Radziejowski, zdrajca który przystał do nieprzyjaciół, upewniał go że z takim wojskiem, które jest pod Ujściem jego sił aż nadto wystarczy. Wcześniej wysłano poselstwo, na którego czele stanął Oxenstierna z listami do wojewody i propozycją poddania się. Jednak głównym celem było zlustrowanie obozu polskiego i ocenienie sił tam się znajdujących. Poselstwo odesłano z odpowiedzią rzymską a zarazem polityczną, czyli że poddać się nie poddadzą i ostatnią kroplę krwi za ojczyznę przeleją, ale proszą o wyrozumiałość dla dóbr przez które przechodzą za co dygnitarze będą wdzięczni. Rano Skrzetuski przywiózł wieść, że nieprzyjaciel jest już pod Wałczem, czyli jakiś dzień drogi od obozu. Ściągnięto siły pozostawione w innych obozach a szlachta zaczęła siadać na koń, co wywołało wielkie zamieszanie. Trwało to do południa, ale po tym czasie obóz przedstawiał dość okazały widok. Piechota stała na szańcach a przed nią rozciągały się chorągwie jazdy osłaniane ogniem tejże piechoty i dział. Wysłano też podjazd w celu złapania języka, złożony ze stu pięćdziesięciu rajtarów prowadzonych przez Piotra Opalińskiego, wojewody podlaskiego i pospolitego ruszenia, którym przewodzili Skrzetuski i Skoraszewski. Wrócili oni prowadząc jeńców co bardzo podniosło ducha bojowego w obozie. Jednak wieczorem przybył kolejny trębacz od Wittenberga z propozycją poddania się. Postanowiono nie odpowiadać na to poselstwo i czekać co się stanie. W końcu 24 lipca pojawili się Szwedzi. Powoli ich pułki rozwijały się naprzeciw szańców polskich, z których ostrzeliwano je nie czyniąc im wielkiej szkody. Pierwszy dzień minął na drobnych potyczkach, bez większego znaczenia dla końcowego wyniku. W nocy w obozie zapanował wielki ruch i nieład, przepowiadano porażkę, a część szlachty chciała się z niego wymknąć. Rano okazało się, że nocą Szwedzi przeprawili się przez Noteć i obóz jest otoczony. Nikt już nie myślał o obronie, a wręcz przeciwnie wszyscy powtarzali „Paktować”. Wysłano poselstwo i po krótkim czasie wróciło ono z orszakiem szwedzkim, na czele którego jechał Radziejowski i generał Wirtz. Wszyscy weszli do domu, gdzie zaczęły się ikłady. Po kilku godzinach wypadł z niego Skoraszewski, krzycząc „Zdrada, jesteśmy Szwecją już nie Polską”. Niewielu jednak szlachty poruszył ten krzyk, a gdy wojewoda poznański stanął przed drzwiami i oznajmił, że wszystkie przywileje szlachecki zostaną zachowane i nie zmieni się nic z dotychczasowych praw i obyczajów, powszechna radość zapanowała w obozie.

Potop – Tom I – Rozdział XI

We wsi Burzec, należącej do Skrzetuskich, przed domem siedział na ławie stary człowiek, a wokół niego grasowało dwóch chłopców , którzy nie dawali mu spokoju, ale z którymi chętnie przebywał. W końcu zabawa została zakończona a pan Zagłoba, on to był właśnie, posilając się miodem spoglądał na otaczającą go przyrodę aż w końcu zasnął. Zbudziło go przybycie Jana Skrzetuskiego w raz z jego stryjecznym Stanisławem, który spod Ujścia przybył. Przekazał on straszną nowinę o zajęciu Wielkopolski w wyniku zdrady pod Ujściem, co słysząc Zagłoba zerwał się z ławy szukając szabli przy boku. Po naradzie postanowiono że Helenę, żonę Jana i dzieci wyprawią do krewnego do puszczy białowieskiej. Sami najpierw planowali udać się króla do Warszawy, ale w końcu za radą Zagłoby zdecydowali o wyjeździe na Litwę do Janusza Radziwiłła. Spodziewali się, że ten Szwedom się nie podda bo sławnym wojownikiem był. Wyruszyli nazajutrz nie tracąc czasu wszyscy razem i posuwali się szybko. Szóstego dnia zagłębili się w puszczę, w której byli bezpieczni od wszelkich nieprzyjaciół. W końcu dotarli do pana Stabrowskiego, który był łowczym królewskim, gdzie zostawili Helenę i dzieci a sami ruszyli w dalszą drogę.

Potop – Tom I – Rozdział XII

Po długiej podróży Zagłoba i Skrzetuscy dotarli w końcu do Upity, gdzie przywitał ich wielce uradowany pan Michał. Wiedział on już, tak jak i wszyscy w koło o wydarzeniach, które miały miejsce w Ujściu. Zaczęli też dyskutować nad ostatnimi wydarzeniami, ganić wojewodę poznańskiego i chwalić wileńskiego, który choć kalwin i pyszny nad miarę, ale wojownik wielki. Spodziewali się też rychłego ruszenia w pole. Wołodyjowski dostał właśnie list od księcia wzywający go do Kiejdan i nakazujący trzymać swoją chorągiew w pogotowiu. Właśnie tego dnia po południu wybierał się w drogę. W Kiejdanach przebywał także książę koniuszy Bogusław Radziwiłł, który dla wszystkich był ciekawą personą, noszącą się z cudzoziemska i obcymi językami mówiącą. Skoligacony był z elektorem, który teraz jako lennik Rzeczpospolitej powinien był ją wspomóc.

Pałac w Kiejdanach
Pałac w Kiejdanach

Postanowili, że wszyscy ruszają razem z panem Michałem do siedziby księcia Janusza i po posiłku siedzieli już w kulbakach kierując się w stronę Kiejdan. Po drodze Wołodyjowski opowiedział im o wszystkich ostatnich wydarzeniach, o Kmicicu i jego uczynkach oraz o swoim afekcie do panny Billewiczównej, jak zawsze nieszczęśliwym. O świcie dojechali do miasta, które ukazało im się w całej okazałości. Nad nim, na wzgórzu widać było nowy pałac wybudowany za czasów księcia Janusza, gdzie teraz ściągało wielu gości, co nie omieszkał zauważyć Wołodyjowski. Na dziedzińcu pałacu spotkali Charłampa, musztrującego pułk dragonów, który przywitał ich serdecznie. Zaprosił ich zaraz do swojej kwatery, gdzie mogli się posilić i odpocząć po podróży. Zaraz też zaczęli wypytywać starego przyjaciela o to co się tu dzieje. A działo się sporo. Książę ustawicznie nad czymś rozmyślał, po nocach nie spał, przyjmował posłów ze wszystkich stron i wszyscy spodziewali się, że lada dzień oznajmi im co zamyśla. Okazało się też, że w pałacu znajdują się hetman polny Wincenty Gosiewski, na którego przyjazd wszyscy ucieszyli się, ponieważ zadowoleni byli że pomiędzy hetmanami do zgody przyjdzie i pan Judycki, kawaler maltański, sławny rycerz. Zamknęli się oni z księciem Januszem w komnacie, długo i głośno nad czymś radzili, a teraz ku zdziwieniu wszystkich zamknięci zostali w izbach i straż szkocka przed drzwiami stoi. Rozmawiali tak gdy do kwatery Charłampa, przybył Harasimowicz, prawa ręka księcia z zapytaniem od tego kim są przybyli goście. Gdy ten odpowiedział ucieszył się przybyły goniec, że tak sławni rycerze raczyli nawiedzić progi pałacu i stwierdził, że książę na pewno czas dla nich znajdzie. Przyniósł też wieści, że Szwedzi bez większego oporu dotarli już pod Warszawę, którą Jan Kazimierz opuścił i bez osłony zostawił. Po godzinie ten sam Harasimowicz powrócił z zaproszeniem od księcia. Ruszyli też natychmiast, ponieważ ciekawi byli usłyszeć wszystko od

Janusz Radziwiłł
Janusz Radziwiłł

samego Radziwiłła. Gdy weszli do jego komnat, zastali go rozmawiającego szeptem z księciem Bogusławem. Gdy skończyli powitał ich serdecznie, rad że tak sławnych wojowników może gościć pod swoim dachem i zapewniał ich, że kto wiernie radziwiłłowskiemu domowi służy, ten nie pozostanie bez nagrody. Na dowód tego ofiarował panu Wołodyjowskiemu w dożywocie wieś Dydkiemie za dotychczasową służbę. Ten zmieszany chciał coś powiedzieć, ale książę nie dał mu dojść do słowa. Jan Skrzetuski stwierdził jednak, że nie po nagrody oni tu przyjechali, tylko żeby pod sławnym wojownikiem nieprzyjaciela bić, na co książę odpowiedział, że nie muszą się o to martwić, ponieważ za parę dni ruszają na wschód pomścić spalenie Wilna przez Moskwę. Pożegnał się zaraz z nimi tłumacząc się natłokiem spraw, które jeszcze musi rozważyć. Wyszli więc kierując się na dziedziniec, gdzie rojno było i gwarno i co chwilę zjeżdżali nowi goście. A było wśród nich poselstwo szwedzkie, które eskortowane przez dragonów zawitało do Kiejdan. Zagłoba, który ich zobaczył, skoczył zaraz na podwyższenie i zaczął przemawiać do szlachty. A że jego dar wymowy nie miał sobie równego w Rzeczpospolitej, namówił brać żeby pod oknami księcia wydała okrzyk ?Na Szweda!? i zabrzmiał on jak grom, aż z sieni wypadł pan Korf, wojewoda witebski i Ganchof, pułkownik rajtarów i poczęli uciszać szlachtę rozgniewani wielce. Namówili w końcu wszystkich do rozejścia się oferując napitek i posiłek w oficynach, co wszystkim się spodobało. Na czele szedł Zagłoba z przyjaciółmi i gdy przechodzili obok bramy, Wołodyjowski zatrzymał się i wlepił wzrok w kolaskę wjeżdżającą właśnie na dziedziniec. Siedział w niej panna Aleksandra z jakimś szlachcicem.

Potop – Tom I – Rozdział XIII

Książę nie pokazał się tego dnia szlachcie. W pałacu i wokół niego przygotowywano się do wymarszu. Pełno było wojska i ładowano na wozy różne sprzęty, żywność, oraz skarbiec, który miał być odesłany do Tykocina. Po obiedzie po kolei wzywał książę swoich pułkowników i ofiarował różne podarki, żądając w zamian wierności, którą i tak u nich posiadał. Wypytywał się też o Kmicica, czy już powrócił. Był on wysłany w niewiadomym kierunku z niewiadomymi rozkazami. Wrócił wieczorem z chorągwią i przywitał się serdecznie z Wołodyjowskim, a ten przedstawił mu resztę towarzystwa. Nie zabawił jednak z nimi długo, ponieważ zaraz do cekhauzu wpadł Harasimowicz z informacją, że książę pilnie oczekuje chorążego. Gdy przybył do komnat Radziwiłła ten oznajmił mu, że w pałacu jest Billewiczówna i przykazał miecznikowi rosieńskiemu, u którego ona przebywała, że jego wolą jest aby doprowadzić do jej ślubu z Kmicicem. Pan Andrzej z wdzięczności ucałował rękę księcia i powiedział, że wdzięcznym i wiernym mu będzie aż do śmierci jako ojcu bo jako ojciec go tu przyjął. Radziwiłł kazał mu przysiąc na krucyfiks, co Kmicic zrobił przysięgając, że będzie stał przy nim do śmierci. Po tym udali się na ucztę, gdzie zebrani już byli wszyscy goście. Nakazał też książę Kmicicowi aby go nie odstępował i ruszyli razem przez salę, zatrzymując się przy różnych gościach, a dla każdego wojewoda miał dobre słowo. Dotarli w końcu do miecznika a później do Oleńki, która stała zmieszana, ponieważ już wcześniej ich zobaczyła. Książę Janusz polecił jej, aby wysłuchała spowiedzi jednego desperata, który tu z nim jest i nie odmawiała rozgrzeszenia, aby go do większej desperacji nie przywieść. Kmicic i Oleńka zostali sami. Pan Andrzej przekonywał ją długo o swoich szczerych intencjach, chęci poprawy i miłości do niej i prosił o nadzieję na przyszłość, a  ona w końcu dała mu ją, ponieważ na dnie serca szczerze go jeszcze kochała. Zaproszono wszystkich do stołów gdzie pełno było jadła i napitków, dzięki którym gwarno i wesoło zaraz się zrobiło. Tylko hetman siedział milczący wraz z najbliższymi osobami, ale tłumaczono to sobie wojną i troskami jakie ma z tego powodu. Gdy zegar wybił dwunastą odezwały się działa pałacowe strzelając do wiwatu, a później wstał książę z twarzą całą siną i kielichem w ręku i wzniósł toast, który przeraził większość zebranych: ?Wiwat Carolus Gustavus rex od dziś dnia łaskawie nam panujący?. Oniemieli wszyscy na początku, a później zaczęli błagać Radziwiłła aby tego nie czynił. Lecz w tym wzbierał gniew i zaczął im zarzucać zdradę, dopóki Skrzetuscy i Zagłoba nie nazwali jego zdrajcą. Pułkownicy zaczęli rzucać buławy a do sali wkroczyła piechota szkocka, otaczając buntowników. Kmicic oniemiały z rozpaczy powtarzał tylko ? Przeklętym na wieki? a Oleńka błagała go aby rzucił buławę jak pozostali, ponieważ kto przy księciu teraz stoi ten zdrajca. Gdy tego nie uczynił wykrzyknęła ?Precz zdrajco?. Uczta była skończona.

Potop – Tom I – Rozdział XIV

Radziwiłł nie mógł zasnąć tej nocy i rozmyślał o tym co uczynił. Nie spodziewał się, że wszyscy znaczni pułkownicy i szlachta opowiedzą się przeciw niemu i na przemian to obawiał się stojących za nimi wojsk to myślał, że to betka w porównaniu z potęgą jego, księcia Bogusława, elektora i w końcu Karola Gustawa. Nad ranem Harasimowicz przyniósł list od Michała Kazimierza Radziwiłła, księcia na Nieświeżu, w którym oznajmiał on, że ręki do tej zdrady nie przyłoży. Książę wypytał też swojego sługę o Kmicica, ponieważ na uczcie nie widział aby buławę rzucił, ale nie staną też przy nim. Okazało się, że chciał ruszać za Billewiczami, którzy opuścili Kiejdany, ale nie puściły go straże, na które ten rzucił się z szablą. Teraz leżał spokojnie związany. Radziwiłł kazał go przysłać i zdjąć mu więzy. Gdy  chorąży został przyprowadzony stanął blady, zrezygnowany i milczący nie spoglądając na Radziwiłła. Wydawało mu się, że potępiony jest na wieki i nie ma dla niego ratunku. Jednak książę przedstawił mu swoją wizję a on słuchając zaczynał ponownie w niego wierzyć. Umierała Rzeczpospolita i tylko on Janusz Radziwiłł mógł ją uratować. Zawarł sojusz z Karolem Gustawem, ale nie po to żeby na wieki zostać pod jego protekcją, ale po to żeby najpierw innych nieprzyjaciół wyżenąć, a później obrócić się przeciw Szwedom i odebrać im to co zagarnęli. Dlatego pragnął korony i gotów był ją przyjąć jako brzemię. Dzięki temu on i Rzeczpospolita stanie się potężniejszą niż kiedykolwiek była. Kmicic stał słuchając z szeroko otwartymi oczami i w końcu rzucił się do nóg jego mówiąc, że on z nim pozostanie do śmierci.

Potop – Tom I – Rozdział XV

Wołodyjowski, Skrzetuscy i Zagłoba znaleźli się w lochach kiejdańskich. Ten ostatni nie był już tak odważny jak wieczorem, gdy mocno podpity po trzykroć nazwał strasznego hetmana zdrajcą. Desperacja odbijała się na obliczach wszystkich. Ale Zagłoba jak to Zagłoba zaczął myśleć w końcu o tym jakich fortelów użyć aby się z tej sytuacji wydobyć i głowy zachować. W końcu ze znużenia posnęli wszyscy a rano zbudził ich ruch na dziedzińcu dobiegający przez okienko. Część wojska zbuntowała się i żądała uwolnienia pułkowników. Pan Michał jako najmniejszy wspiął się do okienka i przekazywał pozostałym informację. Naprzeciw siebie stanęła piechota węgierska Oskierki wraz ze szlachtą i Szkoci Ganchofa. Ci pierwsi byli górą dopóki na dziedziniec nie wpadł Kmicic z jazdą i zaczął ich ciąć niemiłosiernie. Widząc to Wołodyjowski zsunął się na dół i począł złorzeczyć na siebie, że puścił tego człowieka spod szabli.

Potop – Tom I – Rozdział XVI

Po zwycięstwie Kmicic udał się do księcia, który witał go z otwartymi ramionami, ale nie w smak mu było to zwycięstwo i nie radował się wcale. Pytał się księcia o pułkowników, a w szczególności o Wołodyjowskiego. Hetman odpowiedział, że czeka go kula w łeb za zdradę. Oburzył się na to Kmicic i ją prosić Radziwiłła o łaskę dla pana Michała i jego przyjaciół, ale w jego głosie słychać było gniew, groźbę i oburzenie. Książę jakkolwiek wzburzony również wielce zaczął się w końcu przychylać do jego próśb, ale nie chciał się zgodzić na darowanie życia Zagłobie, któremu już śmierć w duszy zapisał. Ponownymi prośbami i pochlebstwami pan Andrzej wyprosił darowanie życia i jemu. Wszyscy mieli zostać odesłani Szwedom do Birż i do końca wojny tam przesiedzieć. Następnie wyznaczył mu hetman kolejne zadania. Miał sprowadzić do Kiejdan miecznika Billewicza wraz z Oleńką. Ród ten wiele znaczył na Żmudzi i prawie z całą szlachtą był spokrewniony, także pobyt miecznika w Kiejdanach mógł okazać się bardzo przydatny a i Kmicic będzie miał okazję przekonać swoją lubą o swoich szczerych intencjach.

Potop – Tom I – Rozdział XVII

Kmicic nie ruszył jednak przez najbliższych kilka dni. Na wieść o zdradzie Radziwiłła ruszyły się chorągwie stacjonujące w okolicach Kiejdan i stało się niebezpiecznie. Hetman sam postanowił zgasić bunt w zarodku i rozpoczął przygotowania do wyprawy przeciw buntownikom. Postanowiono też jak najszybciej wysłać do Birż zbuntowanych pułkowników, a między innymi Wołodyjowskiego, Skrzetuskich i Zagłobę. Wieczorem zawitał do ich lochu oficer i powiedział, żeby się zbierali. Gdy wyszli otoczyli ich Szkoci z muszkietami. Zagłoba, będąc niespokojny o swoją głowę zaczął wypytywać oficera o to gdzie ich prowadzi i kim on jest. Nazywał się Roch Kowalski z Korabiów Kowalskich, na co Zagłoba odpowiedział, że muszą być krewniakami, ponieważ jego babka wywodziła się z tychże Kowalskich. Wyruszyli zaraz a po drodze Zagłoba nadal urabiał Kowalskiego. Ten w końcu przesiadł się do wozu i zaczął pić z Zagłobą gorzałkę, prowadząc rozmowę na temat pokrewieństwa i zdrady hetmana. Po niedługim czasie rozmowa i napitek tak znużył oficera, że zasnął snem kamiennym. Żołnierze jadący wokoło zauważyli po jakimś czasie jak zsiada z wozu włazi na konia i rusza do przodu. Przed świtem oddział zatrzymał się na popas, gdzie zastał ich świt, a gdy pierwsze promienie słoneczne rozświetliły ciemności Wołodyjowski aż zaklął widząc Rocha Kowalskiego śpiącego na wozie w czapce Zagłoby. Zmartwił się bardzo Roch, że jego krewny tak z nim postąpił i na hańbę go naraził, ale nie mógł nic zrobić jak ruszać w dalszą drogę. Wieczorem dotarli do Szawli, gdzie spotkali oddział szwedzki wysłany na rozpoznanie kraju. Odpoczęli do północy a później ruszyli w dalszą drogę. Około południa przed nimi na gościńcu zauważyli tuman kurzu, okazało się, że to Zagłoba na czele chorągwi Wołodyjowskiego przybył z odsieczą. Dragoni Rocha rzucili się do ucieczki i pozostał on sam, ale nie uląkł się i ruszył sam na przeciwnika. Został jednak obezwładniony a pułkownicy uwolnieni. Po krótkiej naradzie, słuchając rady Zagłoby, postanowili oni iść do wojewody witebskiego aby się z jego siłami połączyć a po drodze splądrować tyle dóbr radziwiłłowskich ile się da odpłacając mu za to że w liście do komendanta szwedzkiego w Birżach, nakazał ich rozstrzelanie jak tylko konwój odjedzie. Ruszyli w drogę kręcąc się jeszcze po okolicy i zbierając żołnierzy z rozbitych chorągwi. Gdy dotarli w okolice wsi Klawany, usłyszeli dzwony na trwogę a później na horyzoncie zaczerwieniła się łuna. Pan Michał wielce był rad, że w końcu Szwedów pokosztuje i wraz z chorągwią ruszył rysią w tamtą stronę. Zagłoba natomiast został pilnować Rocha.

Potop – Tom I – Rozdział XVIII

Gdy zbliżyli się do wsi, ujrzeli szwedzkich rajtarów rabujących i palących zabudowania. Wołodyjowski specjalnie pozwolił aby zostali zauważeni, ponieważ chciał koniecznie pokosztować Szwedów w otwartym boju. I w końcu do tego doszło. Laudańscy starli się z rajtarią, ale nie rozbili jej w pierwszym impecie i krwawa walka trwała. Dopiero gdy dotarli do większego placu przed kościołem, Szwedzi łatwo zostali rozbici. Zagłoba, który został w pobliskiej brzezinie wraz z Rochem Kowalskim musiał wysłuchiwać jego wymówek, które ten mu prawił. Przekonał go jednak, że teraz jedyna jego zwierzchność to pan Wołodyjowski a ten rozkazuje mu porzucić Radziwiłła i Szwedów prać. Tymczasem bitwa zakończyła się i oddział wrócił do brzeziny prowadząc kilku jeńców. Stary szlachcic poradził żeby wypuścić ich i pozwolić im odejść do Birż uprzednio mówiąc, że są oni radziwiłłowskim oddziałem i z jego rozkazu mają wycinać oddziały szwedzkie w okolicy. Na pewno, według Zagłoby, spowoduje to zamieszanie pomiędzy najeźdźcami i zdrajcą, a może i do walki przyjdzie. Zgodzili się z tym pozostali, chwaląc Onufrego za dowcip. Wołodyjowski rozkazał też oddziałowi rozłożyć się w brzezinie gdzie zamierzał przenocować. 

Potop – Tom I – Rozdział XIX

Do oddziału pana Michała zaczęli napływać zbiedzy z rozbitych przez Radziwiłła i Kmicica zbuntowanych chorągwi. Przynosili oni też wieści, że na Podlasiu zebrały się chorągwie, które nie uznały władzy księcia Janusza i zawiązały przeciw niemu konfederację. Towarzysze postanowili, że w takim wypadku udadzą się do nich bo to i bliżej i raźniej im będzie między swoimi. Ale nie było to takie proste do wykonania, ponieważ trzeba się było przemknąć obok Kiejdan gdzie srożył się wielce hetman wielki. Wiedział on już o wycięciu oddziału szwedzkiego i wielkie go z tego powodu spotkały nieprzyjemności a na dodatek musiał się płaszczyć przed jakimś generałem szwedzkim de la Gardie, którego on, potężny Radziwiłł mógłby kupić razem z połową Szwecji. Cała złość potężnego księcia obróciła się przeciw Wołodyjowskiemu i jego chorągwi. I zaczął go ścigać jak zwierza ściągając całą jazdę, również od Kmicica. Temu nakazał żeby piechotę do Kiejdan odesłał a później po Billewiczów ruszał. Wołodyjowski jednak umiał wymknąć się z matni, choć Radziwiłł bardzo już na niego nastawał i zagroził nawet samym Kiejdanom. Bardzo bał się hetman, żeby nie uderzył on na nieobronny pałac, ponieważ większa część jego gotowizny i kosztowności tam się znajdowała. Jednak pułkownik nie zamierzał zatrzymywać się w Kiejdanach i Radziwiłł gdy tam dotarł odetchnął z ulgą. Zaprzestał też pościgu, podziwiając po trosze spryt Wołodyjowskiego, wiedząc że przed nim umknie a pozostałych jego pułkowników pobije. Jednak będąc już w swoim pałacu nagle nakazał Ganchofowi gotować natychmiast dwie chorągwie jazdy.

Potop – Tom I – Rozdział XX

Kmicic w końcu wybrał się do Billewicz, choć szło mu to niesporo, ponieważ wiedział że nie będzie tam przyjęty życzliwie. Gdy tam dotarł zostawił swój oddział pięćdziesięciu dragonów niedaleko w karczmie, a sam z rotmistrzem udał się do dworu. Przez chwilę w drzwiach mignęła Oleńka, ale zniknęła zaraz gdy go ujrzała a przyjął go pan miecznik, którego Kmicic wraz ze wszystkimi w imieniu księcia zaprosił do Kiejdan. Jednak miecznik nie chciał się zgodzić a pan Andrzej cierpliwie prosił nie chcąc używać siły, choć jasno stwierdził, że jeżeli będzie musiał to tak postąpi dla ich dobra. Weszła na to do izby Oleńka, która stwierdziła, że nigdzie nie pojedzie i Kmicic może ją związać i przy koniu prowadzić, bo to jest jedyny sposób. Gniew straszny wezbrał w chorążym ale opanował się a z zewnątrz dał się słyszeć tętent koni. Kmicic sadząc że to jego oddział stwierdził, że na nic opór bo inaczej wujaszek kulę w łeb dostanie. Za dwa pacierze mają być gotowi do drogi.  Na te słowa do izby wszedł Wołodyjowski i zapytał się „A dokąd to panie kawalerze„. Oniemiał na to Kmicic, ponieważ nie spodziewał się go zobaczyć. Tym razem pułkownik powiedział, że Kmicic nie jest godzien aby on mu stanął ponieważ teraz jest zdrajcą. Wezwał zaraz laudańskich aby go wyprowadzili i rozstrzelali. Gdy ci wyszli z chorążym, Oleńka cofnęła się do swojej izby gdzie straciła przytomność. Odnalazł ją stary Billewicz a po niedługim czasie doszła do siebie i była gotowa do drogi. Zagłoba tymczasem stwierdził, że poleci sprawdzić czy jakichś listów przy Kmicicu nie ma bo później mogą się zakrwawić i wybiegł z izby. Gdy wszyscy zbierali się już do wyjścia i zamierzali ruszać w drogę, wpadł spowrotem i krzyknął, że wstrzymał egzekucję. Znalazł bowiem przy nim list w którym Radziwiłł wyrzuca mu, że za jego wstawiennictwem nie kazał ich powiesić w Kiejdanach a teraz oni przeciw niemu się obrócili. Sprowadzono Kmicica do izby powiedzieli mu, że wolny jest. Pan Andrzej odpowiedział, żeby się zastanowili ponieważ on z góry oświadcza że do Radziwiłła wróci bo jest on jedynym, który może ocalić ojczyznę. Zagłoba pokazał mu list, w którym hetman nakazuje ich rozstrzelać w Birżach, co wielce wzburzyło chorążego i wstyd mu było za swojego wodza, ale nie zmienił swojego zdania, pomimo propozycji przystania do ich kompani. Po tym wszystkim wszyscy zebrali się do drogi, zostali natomiast Billewicze, ponieważ pan miecznik stwierdził, że skoro Kmicic żywy odjechał to go tu od razu nie najadą a spakować się trochę musi.

Potop – Tom I – Rozdział XXI

Jeszcze tej samej nocy do Billewicz przybył sam książę na czele jazdy niespokojny o losy Kmicica. Zagarnął on wszystkich i zabrał do Kiejdan, a miecznik po drodze opowiadał mu zaszłe wypadki, zadowolony że od siebie odciąga uwagę hetmana. Gdy wrócił następnego dnia do pałacu, kazał przyprowadzić do siebie Kmicica aby się od niego dowiedzieć o spotkaniu z buntownikami. W czasie rozmowy stwierdził, że jego list go wyratował, na co pan Andrzej zapytał o którym liście mówi? Czy o tym, który miał przy sobie, czy który do komendanta birżańskiego wysłał? On musiał świecić oczami za jego książęcą mość, stulić gębę i wstyd łykać. A tamci tryumfowali. Radziwiłł nakazał mu milczeć a gdy ten odpowiedział że nie zmilczy, gniew wielki zapanował nad hetmanem i już miał wzywać straże, które skróciłyby o głowę zuchwałego młodziana, gdy chwycił go atak astmy. Książę zaraz stracił przytomność i cucono go przez godzinę, co gdy się udało Kmicic udał się do swoich komnat aby odpocząć. Nie mógł jednak zasnąć rozmyślając o Oleńce i jej zatwardziałym sercu gdy ponownie wezwano go do hetmana. Tym razem był on już spokojny i tłumaczył długo Kmicicowi dlaczego musiał tak postąpić z oficerami, którzy go zdradzili i że powinni zostać straceni w Kiejdanach. Na koniec zapowiedział, że ucztę wyprawi i że wesoło dzisiaj ma być w pałacu.

Potop – Tom I – Rozdział XXII

Sproszono więc okoliczną szlachtę i wszystkich gości znajdujących się w Kiejdanach. Niektórzy przyjeżdżali chętnie inni nie mieli wyboru. Hetman chciał pokazać, że cała brać stoi przy nim. Przyszła też i Oleńka, ponieważ miecznik nalegał i błagał, zaznaczając, że tu o jego głowę chodzi. Książę zaplanował też, żeby miejsca młodych były obok siebie i gdy się tam znaleźli ciężko im było siedzieć obojętnie i zacząć rozmowę. Uczucia żalu, złości ale także i chęci bliskości targały nimi i nie pozwoliły siedzieć spokojnie. W końcu książę hetman przerwał te katusze wznosząc toast za króla szwedzkiego, który wypili wszyscy acz większość niechętnie. Następne toasty były już weselsze. Pito za zdrowie gości, księcia aż w końcu podpity pan Jurzyc wzniósł kielich za Janusza I wielkiego księcia litewskiego. Zamilkło na to towarzystwo a po chwili pan Szczaniecki, który miał cięty język, wzniósł toast za wielkiego księcia litewskiego, króla polskiego i cesarza rzymskiego, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Hetman z trudem pohamował gniew, a wszyscy zamilkli widząc twarz księcia, oprócz pana Szczanieckiego, który nadal z niego sobie dworował. Uczta oklapła i wszyscy siedzieli milczący. Zmieniło to dopiero przybycie posłańca od księcia Bogusława z informacjami, że Warszawa wzięta a Jan Kazimierz cofa się na Kraków, który też paść musi. Wojewoda oznajmiał te nowiny z radością, ale zgoła odmienne wrażenie czyniły one na zebranych. Panna Aleksandra była już u kresu wytrzymałości i słabo jej było. Prosiła też miecznika aby wyszedł z nią z sali, ale ten bojąc się gniewu hetmana powiedział żeby poszła sama. Wstając zachwiała się, jednak silne ramię Kmicica nie dało jej upaść. Zaproponował on że ją odprowadzi i nie czekając na odpowiedź złapał ją w pół i ruszyli do wyjścia. Z każdym krokiem traciła ona jednak przytomność tak że w końcu pan Andrzej wziął ją na ręce i tak wyszli z sali.

Potop – Tom I – Rozdział XXIII

Następnego ranka przyszedł Kmicic z prośbą do księcia, żeby go gdzieś wysłał bo tu w Kiejdanach wysiedzieć już nie może i jak tak dalej będzie to mu się rozum pomiesza. Hetman powiedział, że ma dla niego ważną misję do spełnienia, daleką podróż, ale musi ją odbyć na własny koszt, ponieważ u niego z pieniędzmi krucho. Miał udać się najpierw do Harasimowicza, który w Zabłudowie siedział i kazać mu każdy grosz do Tylży słać. Później droga jego wieść miała na Podlasie do Tykocina, gdzie książę Bogusław się znajdował i przekazać mu żeby do Prus jechał, ponieważ na Podlasiu musiałby się opowiedzieć po którejś ze stron, a na to było jeszcze za wcześnie. Gdyby noga powinęła się Szwedom i Jan Kazimierz odzyskałby inicjatywę, miał on być łącznikiem pomiędzy nim a hetmanem. Dalej miał udać się do samego Carolusa Gustava, którego przekonać musi, że on Radziwiłł panuje nad sytuacją na Litwie. Nie był to jeszcze koniec misji. Dostanie też listy do marszałka koronnego Lubomirskiego, który siła w Małopolsce znaczy a który ma nadzieję że jego syn Herakliusz dostanie rękę jego jedynaczki. Kmicic poprosił żeby książę miał baczenie na miecznika i Oleńkę i żeby im się jakaś krzywda tu nie stała i wyszedł przygotowywać się do wyjazdu.

Potop – Tom I – Rozdział XXIV

Kmicic począł wybierać ludzi, którzy mieli z nim ruszyć w drogę. Na ich czele stanął wachmistrz Soroka, który z nim jeszcze od czasów Chowańskiego walczył i nieulękły był a w ogień by za nim poszedł. Nastał wieczór i czas wyjazdu. Pan Andrzej pożegnał się z Charłampem i Ganchofem wychylając kilka szklanic, a potem bił się z sobą w myślach czy iść do Oleńki i pożegnać się czy wyjechać bez pożegnania. Ale chęć zobaczenia jej po raz ostatni przemogła i już bez namysłu ruszył pędem do jej izby. Gdy tam wszedł potok słów wypłynął z jego ust i nie mógł go pohamować, wyrzucił z siebie cały żal ale nie mógł jej potępić. Ona też prosiła go o wybaczenie, że niesłusznie go zdrajcą okrzyknęła bo wie, że stoi przy Radziwille nie dla zysku ale z przekonania. Prosiła go o wybaczenie i żeby zdrajców odstąpił. Ale on powiedział, żeby była cicho bo nowa niezgoda może wystąpić między nimi przed odjazdem. Na koniec złapał ją w pół, choć się opierała i począł całować, później rzucił się do jej nóg, wypadł z izby targając swoją czuprynę i ruszył w drogę.

Potop – Tom I – Rozdział XXV

Nie mógł ruszyć najkrótszą drogą na Podlasie, ponieważ przejazd zagradzali mu konfederaci. Ruszył więc najpierw na południe do Niemna a później skręcił na zachód. Po drodze mijał rzesze uciekinierów ze wschodu z terenów najętych przez Zołtareńkę. W końcu dotarł do Pilwiszek, gdzie okazało się że kilka dni temu chorągiew Wołodyjowskiego zniosła duży podjazd moskiewski. Oznaczało to, że idą oni tą samą drogą. Nie chcąc więc wpaść w ich ręce Kmicic postanowił odpocząć kilka dni w tej miejscowości. Była to dobra decyzja, ponieważ następnego dnia w miejscowości tej zjawił się sam książę koniuszy ze swoim dworem. Pan Andrzej zaraz udał się do

Bogusław Radziwiłł
Bogusław Radziwiłł

niego i natychmiast został przyjęty. Gdy wszedł do jego namiotu ukazał mu się pan bardzo strojny o urodzie niewieściej prawie, lecz mający oblicze tak pewne i harde, że od razu wszyscy przypominali sobie, że jest to książę okryty wielką sławą wojownika i łatwo wyciągający szpadę z pochwy. Nie przegrał zresztą jak dotąd żadnego pojedynku. Podczas rozmowy okazało się, że podróżuje z nim również Harasimowicz i Kmicic będzie mógł przekazać mu listy od księcia. Bogusław myśląc, że pan Andrzej jest wtajemniczony we wszystkie knowania Radziwiłłów nie krył przed nim prawdziwych intencji jakie nimi kierują. Kmicic słuchając wszystkiego pobladł znacznie i walczył z nadchodzącym wybuchem rozpaczy i gniewu. W końcu zapanował nad sobą i zapytał księcia Bogusława, czy książę hetman szczerym obrońcą ojczyzny jest, czy to tylko pozory i o prywatę chodzi. Radziwiłł spojrzał w oczy chorążego i zapytał czy jeżeli się okażę, że to pozory to czy służyć przestanie? Kmicic odpowiedział, że przy radziwiłłowskiej i jego fortuna wyrosnąć może i że wszystko mu jedno jaka jest prawda. Książę stwierdził, że daleko zajdzie i wyłuszczył przed nim cele jakie stawiają sobie Radziwiłłowie birżańscy. Rzeczpospolitą diabli biorą, każdy lezie w jej granice jak i kiedy chce a jest zwyczaj w tym kraju, że jeżeli kto kona to mu najbliżsi jeszcze poduszkę spod głowy wyszarpują i oni tę właśnie przysługę ojczyźnie postanowili oddać i jak najwięcej wykroić dla siebie z tego czerwonego sukna, które po niej zostanie. Kmicic słysząc to wszystko zerwał się na nogi i powiedział, że czas na niego i że przed odjazdem przyjdzie się jeszcze pokłonić. Bogusław teraz dopiero zobaczył jego bladość i spocone czoło, ale wykręcił się on zdrożeniem i niemocą która go z tego powodu ogarnęła. Gdy wypadł z namiotu ruszył jak obłąkany do swojej kwatery i siedział tam przez godzinę. Soroka, który dobrze go znał nakazał wszystkim aby nie wchodzili mu teraz w drogę. Nakazał też bez rozkazu siodłać konie i ładować wiuki. Miał rację, ponieważ za chwilę Kmicic wypadł z izby i wydał właśnie takie rozkazy. Gdy okazało się, że wszystko jest już gotowe ofiarował każdemu po dukacie. Nakazał dwóm ludziom z końmi wiucznymi ruszyć w stronę Dębowej i zatrzymać się dopiero w lesie a Soroce lać sobie wodę na łeb, żeby ochłonąć. W pół godziny później był przebrany i gotowy do działania. Oznajmił swoim żołnierzom, że zamierza porwać księcia koniuszego a oni stwierdzili, że z nim gotowi są na wszystko. Plan zakładał, że jeżeli wyjdzie z księciem i ten siądzie na jego konia to oni podają mu drugiego, a za miastem łapią go za ręce i tak prowadzą aż do lasu. Jeżeli książę nie wyjdzie i usłyszą strzał to mają dać z garłacza po straży i gdy on wyjdzie podać mu konia i w długą. Gdy dotarł do księcia, przekonał go że chciałby u niego zostawić konia wielkiej krwi, o którego się boi żeby mu się w drodze nie sterał. Książę wielce zaciekawiony wyszedł z namiotu, żeby oglądnąć to dziwo. Kmicic stwierdził, że ma on jeszcze tą właściwość, że w szyku można mu cugle puścić a on się o chrapę nie wysunie ani nie zostanie z tyłu. Nie chciał Bogusław w to uwierzyć, więc pan Andrzej zaproponował, żeby książę stanął z jego ludźmi po boku i sam sprawdził. Radziwiłł zgodził się na to i po chwili ruszyli w stronę lasu. Gdy Kmicic stwierdził, że tumany kurzu skrywają ich przed wzrokiem dworzan i wojska, rozkazał swoim ludziom złapać księcia za ręce i wykręcić je. Tak ruszyli galopem dalej.

Potop – Tom I – Rozdział XXVI

Pędzili co koń wyskoczy do momentu aż z końskich pysków zaczęła piana iść i spadać płatami pod nogi. Wtedy zwolnili ale jechali dalej. Książę Bogusław nie mógł nadziwić się, że znalazł się kawaler, który poważył się porwać jego, Radziwiłła i Kmicic bardzo mu się podobał. Obiecał mu nawet, że jeżeli go puści i nikomu nie powie o tym zdarzeniu, to mścić się nie będzie. Ale chorąży orszański ani słyszeć o tym nie chciał. Wygarnął mu też wszystkie Radziwiłłów zdrady i powody dlaczego ich odstępuje. Czół się oszukany i nie było siły aby zmienił swoje zamiary. Z rozmowy z Kmicicem książę wywnioskował, że jego życiu nic nie grozi, ponieważ jest on potrzebny temu zabijace i postanowił z tego korzystać. Po niedługim czasie zobaczyli przed sobą dwóch jeźdźców. Byli to ludzie Kmicica, których ten wysłał wcześniej przodem. Ruszyli razem dalej ale że konie były już bardzo zdrożone zatrzymali się w kuźni. Kmicic pierwszy zsiadł z bachmata, podszedł do księcia i poprosił żeby zrobił to samo. Ale Bogusław zamiast zsiąść wyrwał mu krócicę zza pasa i wystrzelił prosto w twarz. Wyrwał się też żołnierzowi który trzymał za lejce jego konia i ruszył galopem w stronę Pilwiszek. Soroka wypalił za nim z muszkietu, ale chybił. W pogoń ruszyło natomiast trzech innych ludzi. Pierwszemu Radziwiłł pozwolił się dogonić, wyrwał mu szablę i zwalił z konia, drugiego ciął z szybkością błyskawicy, a trzeci zawrócił nie czekając na swoją kolej. Wrócił do kuźni, gdzie Soroka zbadał już chorążego i stwierdził, że zdrów będzie i poinformował go o zajściu. Postanowili ruszać natychmiast obawiając się powrotu strasznego męża.

 

KONIEC TOMU I

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>